Nasze koty

Angel Zuziowe Brytusie

Mały szogun w kociej skórze. Największy drań w domu. Nawet wujek Botany pod względem szkodnictwa, nie dorasta Jej do pięt.

Wychowana u nas od urodzenia, już od początku wzbudzała śmiech swoim zachowaniem. Ciemny nochalek wyróżniał naszego „Mychola” od pozostałego rodzeństwa. Pochodzi z naszego pierwszego miotu. Narodziła się biała, z czasem zaczęła wybarwiać na uszkach i nosku, następnie na całym ciałku pojawiły się szylkretowe znaczenia.

W konkurencji „skok w dal” bankowo wygrywa. Potrafi zeskoczyć z każdego miejsca i z impetem wylądować na mojej głowie. Ma cięte krótko pazurki, ponieważ odczucie wbijania pazurków w głowę jest niezapomniane. Od pierwszych chwil swojego życia rozdawała całusy na odległość. W efekcie potrafi podejść i wystawić dziobek do cmoknięcia. Zwija się na mojej szyi i zasypia. Z takim kołnierzem potrafię ćwiczyć na wioślarzu pół godziny,a Mysior nawet się nie obudzi, tylko wczepiona pazurkami w koszulkę, śpi w najlepsze.

Jest domowym złodziejachem, który bez pardonu kradnie łososia z patelni, zgrabnie wyciąga ser z sałatki za pomocą małych ząbków, pije sok z kieliszka, wkłada głowę do opakowania z płatkami kukurydzianymi. Wskakuje rozpędzona do wanny podczas kąpieli, a następnie robi zdziwioną minę, że woda gorąca. Wyskakuje cała w pianie, wparowuje do łóżka i zmiana pościeli gotowa. Zaręczam Państwa, że nasza pościel często jest zmieniana .

Czasem, kiedy ma mniej weny, siada na wannie i udaje grzeczną, czeka tylko na zgięcie moich nóg w kolanach i z prędkością światła parkuje na nich jak na wyspie. Bawi się pianą, moczy rękawki w koszulce. Nie wiem, jak można było wychować takiego rozbrykanego bobisia? A podobno z dobrego domu pochodzi :).