Aktualności

Zwierzę jako istota żyjąca

Zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą.Człowiek jest mu winien poszanowanie,ochronę i opiekę.

U podstaw tej regulacji leżą przemyślenia prowadzone na gruncie filozofii i etyki, stopniowo odchodzące od dawnego, mniej lub bardziej bezwzględnego antropocentryzmu.
Stosunek człowieka do zwierzęcia jest fragmentem problematyki uogólniającej jego stosunek do przyrody.

Dopiero pod koniec lat 60-tych poprzedniego wieku zaczęło się zmieniać wśród ludzi myślenie i podejście do zwierząt. Jakże charakterystyczna była zmiana myśli chrześcijańskiej, kiedy ponownie sięgnięto do Księgi Rodzaju, ale nie do nowszego wersetu 28 Kapłana, lecz do starszej tradycji z rozdziału II, w którym czytamy: „I ulepszył Pan Bóg z ziemi wszelkie zwierzę polne i wszelkie ptactwo….i przywiódł je przed Adama, by zobaczyć, jak je nazwie i jakkolwiek nazwał Adam istotę ludzką, takie było jej imię…”

Tekst ten wskazuje bardziej na ochronę niż na eksploatację. Człowiek,który nadaje imiona nie występuje w ogrodzie jako król, ale bardziej jako ogrodnik i gospodarz. Zamysłem tworzenia świata było obcowanie człowieka z przyrodą jako jej rozumnego i szlachetnego opiekuna, a nie jako bezwzględnego eksploatatora.
Dzisiaj w natłoku myśli i na skutek poświęcenia chwili facebookowi stwierdzam, że istnieje wielu „uprawiających” przyrodę, a nie dbających o dobro. Patrząc i odnosząc swoje myśli do wielu hodowców stwierdzam, że chyba minęli się z przeznaczeniem. Może zamiast 20 miotów kociąt jednocześnie, trzeba kupić 50 sztuk zwierząt gospodarskich i hodować ? Może należy zarejestrować się w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i pobierać dotacje? Jak już pisałam wcześniej, nadanie imion kociakom powoduje współzależność i wytworzenie więzi pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem. A jak tu zapamiętać imiona kilkudziesięciu kociąt jednocześnie? Mam osobiste złe doświadczenia z hodowcą, który w przeszłości sprzedał mi sphynxika. W momencie odbioru golaska, jego matka miała już kolejne kocięta. I to jest smutne. I ja czasem mogę pozwolić sobie na pokpienie,czyż nieprada?

Z tego miejsca informuję, że „Zuziowy dom uwielbienia kota” nigdy nie będzie producentem,a zawsze będzie wielbicielem zwierząt. Taka już nasza natura,wychowanie i sposób życia…

Bardzo dziękuję obecnym właścicielom moich kociątek, które rozeszły się do nowych domków po całej Europie za kontynuowanie tradycji miłości i opieki nad maluszkami.
Alfio, który mieszka we Włoszech z Alinką i Bepe ma dom, który zapewnia miłość i stabilizację. Astonek nasz holenderski elegant zamieszkał z naszym brytyjskim wychowankiem Fredim Zuziowe Brytusie. Asia kompletnie ześwirowała na punkcie swoich chłopaków. Adelle Zuziowe mieszka w Niemczech. Ona również dołączyła do swojego brytyjskiego liliowego przyjaciela, pochodzącego z naszego domu. Adelka jest oczkiem w głowie swojej pani, są nierozłączne. Z nami pozostała Angel Zuziowe Brytusie, szylkretowa diablica, która nie lęka się niczego. Nigdy nie przeżyła stresu rozstania, zmiany domu i fakt ten wyklarował jej pewność charakteru. Jest rozbójnikiem, który skacze po telewizorach, kradnie kotlety z patelni, prowadzi walki z naszym Sokolovem. Angel zwana Myszą jest totalnie rozrywkową i dranną nagą panną.
Sokolov, który mieszka z nami od długiego majowego weekendu, rozwija się wspaniale, ma piękne bursztynowe oczy i jest Lolusiem, który oczaruje każdego. Szatan ten zwieje przez najmniejszą szczelinę, ostatnio nawet pan listonosz uczestniczył w gonitwie na młodym i nieustraszonym po ogródku. Słyszałąm tylko jak nawiał mężowi przez uchylone drzwi i rozpacz w głosie Bartka, który krzyczał do listonosza: „Niech Pan mi pomoże gonić tego drania, bo bez niego nie mam po co do domu wracać”. Nasza Layanka wyrosła na cudowną różnooką piękność. Jest masywna i bielutka jak śnieg. Jeżeli nie jest w centrum zainteresowań, sama upomni się o gloryfikację. King Kilmiliano My Pearl jest ogromnym słoniem, który ostatnio podczas szaleństw dorobił się na uchu krwiaka. Oczywiście jest to wynik urazu mechanicznego. King jest jednym z ostatnich kocurów z rosyjskiej hodowli, podobnie jak nasza Layanka, ponieważ My Pearl już nie istnieje. Botany uspokoił się od jakiegoś czasu jako kastrat i przesypia całe dnie w bębnie od pralki. Tylko tam ma zasłużony chłód.

Na koniec słów kilka o naszej Harizmie. Jest to moja pierworodna kocica, która kilka lat temu przybyła z rosyjskiej hodowli Merloni. Hari obecnie nie w głowie szaleństwa i swawole. Nawet przestała pastwić się nad Layanką, ponieważ nasza Hari ma malutkie golaski, którymi pieczołowicie się zajmuje.O dziwo, jeszcze nie roznosi ich po całym pokoju, nie wnosi do szafy i nie chowa w szufladze Zuzi biurka. O dziwo…

Tak postrzegamy szacunek do zwierząt,tak postrzegamy szacunek do siebie.
Jako lekarz weterynarii i właściciel czworołapków wiem, że zwierzę potrafi być bardziej ludzkie niż człowiek,bardziej oddane i szczere. Dlatego należy się jemu bezwzględny szacunek.

Kilka fotek z naszego domu...